Fundusze inwestycyjne – ryzyko, które nie popłaca

fundusze inwestycyjne

 

Jak wskazują dane rynkowe, jedynie niewielkiemu odsetkowi funduszy inwestycyjnych udaje się w dłuższym horyzoncie czasowym uzyskać wynik lepszy od indeksu giełdowego. Co więcej, powierzenie swoich środków podmiotom uważającym się za specjalistów w obszarze giełdowych inwestycji, okazuje się dawać średnio gorszy rezultat, niż miałoby to miejsce w przypadku losowego doboru portfela akcji. Dlaczego więc wciąż korzystamy z oferty funduszy inwestycyjnych? Czy nie ma lepszej alternatywy?

 

Brak wspólnoty interesu

 

Giełda od zawsze przyciągała tłumy głodnych szybkiego pomnażania swojego majątku. Mało kto jednak czuje się dziś na siłach i posiada odpowiednie kompetencje finansowe, żeby móc sprawnie się po niej poruszać i inwestować we własnym zakresie. I tu wyraźnie zarysowuje się potrzeba, której na przeciw wyszły fundusze inwestycyjne. Stanowią one formę swoistego pośrednika podejmującego decyzje w obszarze kształtowania portfela, w oparciu o swoją najlepszą wiedzę. Tak to przynajmniej powinno wyglądać. Wydawać by się mogło, że w przypadku funduszy inwestycyjnych mamy do czynienia ze wspólnotą interesów – podmiotu zarządzającego z dostarczycielami kapitału. Oczywiście każdy podmiot działający w formie funduszu chciałby chełpić się doskonałym wynikiem. W końcu to właśnie napędza klientów. Podstawowym źródłem dochodów tychże podmiotów jest jednak szereg opłat i prowizji, o jakie pomniejszane są inwestowane środki. Musimy zdawać sobie sprawę, że fundusz zarabia na nas niezależnie od osiąganych wyników, a podejmowane decyzje podyktowane być mogą w dużej mierze ochroną własnej pozycji.

 

Alternatywna rzeczywistość

 

Fundusze osiągają bardzo przeciętne wyniki, a klientów wciąż przybywa. Jak to możliwe? W końcu to giełda. Dziś w dołku, jutro fortuna może się odwrócić i wartość naszych jednostek uczestnictwa poszybuje w górę. Nasz kapitał jest w końcu w rękach specjalistów, którzy na drodze analizy wytypują najlepiej rokujące aktualnie spółki. Przyglądając się jednak bliżej operacjom dokonywanym przez fundusze, zauważyć możemy dużą zachowawczość i powielanie podobnych schematów dla całego rynku, zgodnych z aktualnymi trendami. Fundusze nie szukają niedowartościowanych aktywów, innowacyjnych perełek, które mogą dać nam upragnione, znaczne profity. Nikt nie chce się wychylać i ryzykować. Decyzje podejmowane przez fundusze inwestycyjne są zadziwiająco zbieżne z konkurencją, co pozbawia je dodatkowo potencjału. Kluczem do sukcesu jest tu właściwe „opakowanie“ danych tak, by zbudować w potencjalnym kliencie wizję rychłego dołączenia do puli najbogatszych obywateli. I tak za sukces przyjmuje się np. przekroczenie benchmarku określonego tak nisko, jak to tylko możliwe, by jego osiągnięcie nie stanowiło żadnego problemu. Nie tak rzadko można spotkać się również z sytuacją pomniejszania punktu odniesienia o opłaty pobierane za zarządzanie środkami. Patologia ta prowadzi do sytuacji, w której skala sukcesu danego funduszu powiększa się wprost proporcjonalnie do wielkości opłat pobieranych od dostarczycieli kapitału. Dokładając do tego analizy kreatywnie dobierające dane i atrakcyjną formę wizualnej ich prezentacji, mamy gotową receptę na niesłabnące zainteresowanie tego typu usługami. Najwyższy czas jednak przenieść się z alternatywnej rzeczywistości i zacząć inwestować rozsądnie.

 

Gdzie przenieść środki?

 

I tu pojawia się pytanie. Jak nie w fundusze inwestycyjne, to w co inwestować posiadane nadwyżki finansowe? Rozwiązań jest wiele. Jeśli posiadamy już pewne kompetencje finansowe i pierwsze giełdowe szlify, możemy popróbować własnych sił na parkiecie, szukając niedowartościowanych aktywów z potencjałem, omijanych właśnie przez masowe fundusze. Ciekawą i dość tanią w obsłudze alternatywą są też pasywnie zarządzane fundusze – ETF, mające za zadanie odwzorowywanie ruchów na poszczególnych indeksach. Fundusze te dziś wyraźnie rosną na sile i jak wieszczą eksperci, w ciągu dekady mogą one zdominować rynek akcji. Giełda to jednak zawsze duża dawka ryzyka. Musimy pamiętać, żeby je właściwie dywersyfikować. Budowanie oszczędności zawsze rozpoczynajmy od bezpiecznej bazy inwestycyjnej. Zamiast więc bezrefleksyjnie podążać za ogółem i dawać sobie wciąż obiecywać złote góry, zdecydowanie lepiej zainwestować we własne, pewne i w pełni bezpieczne rezerwy złota.

 

Agata Ziąbska
Powiernik S.A.
www.powiernik.net

Blog Attachment
  • bad-ivestmentmid

Related Posts